O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
...
Czytam:
Oglądam:
Słucham:
|
wtorek, 24 marca 2009
Nowy blog
Postanowiłam kreatywnie wykorzystać mój pobyt w Wietnamie - rezultatem tej kreatywności jest nowy blog: Vietnam Daily, na którym będą pojawiać sie tłumaczenia artykułów z wietnamskich gazet i serwisów informacyjnych. Wybór artykułów będzie jak najbardziej subieltywny (czyt. według mojego widzimisię). Postaram się umieszczać je w miarę regularnie (czyt. codziennie), o ile czas (i wrodzone lenistwo) mi na to pozwoli. Mam taką cichą nadzieję, że ten blog przybliży chociaż trochę Wietnam Polakom (a studentom filologii wietnamsko-tajskiej ułatwi zdobywanie informacji na temat VN). To tyle tytułem wstępu, zapraszam do czytania:)
poniedziałek, 09 marca 2009
Z rozważań obcokrajowca
Spotkało mnie ostatnio bardzo niemiłe zdarzenie, a mianowicie skradziono mi telefon;/ Miejsce akcji-autobus miejskiej linii 32. Czas akcji-3.03, wtorkowe południe, w drodze na nagranie w telewizji. Nie ukrywam, że wyzwoliło to we mnie dużo negatywnych uczuć, biedni Wietnamczycy, którzy tego dnia stanęli na mojej drodze szczególnie pan xe omowiec, na którego nakrzyczałam;P). Kradzież czegokolwiek do miłych doświadczeń nie należy, przede wszystkim, kiedy ma się świadomość, że mój odmienny wygląd raczej przyciąga takie sytuacje;/ I tak długo udało mi się tego uniknąć. W każdym razie wydarzenie to skłoniło mnie do różnych rozmyślań na temat sytuacji obcokrajowców (szczególnie tych wyglądających odmiennie) w Polsce. Jakoś nigdy się na tym nie zastanawiałam, dopóki tej odmienności nie poczułam na własnej skórze. Czy zdarzyło się Wam kiedykolwiek patrzeć na obcokrajowca idącego ulicą jak na kosmitę? Mahać do niego, zagadywać, itd? Czy byliście świadkami tego, jak ktoś nahalnie próbował mu coś sprzedać? Oszukać na cenie? Próbować okraść? Wszystko tylko dlatego, że wygląda inaczej? Jeśli chociaż na jedno z tych pytań odpowiedź brzmi "tak" zastanówcie się, jakbyście Wy czuli się w takiej sytuacji? Zapewniam Was, że nie byłoby to miłe i przyjemne. Idziesz ulicą i ktoś chwyta Cię za rekę, bo wyglądasz inaczej. Zagaduje, chociaż wcale nie masz na to ochoty. Pokazauje palcami jak jakieś UFO. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Jestem wręcz pewna, że pod względem takich zachowań Polska czy jakikolwiek inny kraj nie różni się od Wietnamu. W końcu wszędzie na świecie inność budzi ciekawość. O tyle dobrze, jeśli ta ciekawość kończy się na mahaniu i wołaniu na ulicy (co bywa denerwujące, ale da się przyzwyczaić), a nie na kradzieży. Starczy tych poważnych rozważań. Dobrze, że ta notka powstaje już po jakimś czasie od tego zdarzenia, bo jest mniej emocjonalna (negatywne uczucia wyładowałam na wspomnianym wcześniej panu xe omowcu;P) Z milszych wydarzeń z mojego życia w Wietnamie: dwa tygodnie temu obchodziłam urodziny:) Dziękuję bardzo moim znajomym, którzy wyprawili mi cudowne przyjęcie z tej okazji (z tortem i ze świeczkami:D)
Mieliśmy też drugą serię nagrań naszego programu - czyli po raz kolejny robiłam z siebie idiotkę w TV;) (Przypominam, że w linkach po lewej znajduje się adres strony tegoż programu). Nowe zdjęcia niedługo pojawią się w galerii:) Może w końcu wezmę się do roboty i przestanę zaniedbywać tego mojego bloga...może;) Tymczasem kończę, czekajcie cierpliwie do kolejnego wpisu:)
sobota, 14 lutego 2009
Bilet, soju i Walentynki
Wpadłam tu tylko na chwilkę, żeby zawaiadomić, że jeszcze żyję (bo co niektórzy mogą mieć w tej kwestii wątpliwości - wszystkich tych, do których ostatnio odzywam się rzadziej zapewniam, że odezwę się wkrótce). Czasu coraz mniej, dni uciekają jeden po drugima jeszcze tyle zostało do zrobienia... Bilet powrotny wreszcie kupiony - wracam 7 czerwca, wcześniej kilka dni w Bangkoku (tak, tak, w końcu!!!) Pogoda nagle zrobiła się letnia, tak jakby wiosna zgubiła się gdzieś po drodze, jeszcze niedawno marzliśmy w 10 stopniach C (w naszym akademikowym pokoju było pewnie jeszcze zimniej), a teraz nagle bez jakiegokolwiek ostrzeżenia jest stopni 30. Mi taka pogoda odpowiada (nawet jeszcze wiatraki nie poszły w ruch), martwi mnie tylko, że będzie jeszcze cieplej;| Wczoraj razem z częścią polskich studentów i z Q. wybraliśmy się do koreańskiej restauracji (oni stali bywalcy, ja poraz pierwszy). Miejsce bardzo sympatyczne (cenowo zdecydowanie nie na kieszeń biednego studenta, ale od czasu do czasu można zaszaleć;P). Kimchi znikało w ilościach olbrzymich a soju lało się strumieniami;) Sympatycznie spędzony czas w miłym towarzystwie:) Dzisiaj Walentynki, nastrój raczej średni, bo mój R. daleko:( Za to z ciekawością obserwuję jak to z tymi Walentynkami jest w Wietnamie. Już wczoraj dało się czuć przedświąteczną atmosferę - na ulicach pojawiły się panie z kwiatami, stoiska z czekoladkami w kształcie serduszek. Dzisiaj młodzież w naszej studenckiej dzielnicy ruszyła tłumnie do sklepów w różnorakimi upominkami. Niestety zdjęć żadnych nie zamieszczę, bo jak zwykle aparat został w domu (bo w końcu kto chodzi na śniadanie z aparatem?) Kolejna notka bez ładu i składu, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie;) Idę do pokoju dolować się jakąś bollywoodzką komedią romantyczną;) P.S. Obawiam się, że notki z wycieczki się nie doczekacie - nie mam weny na pisanie i koniec (czasu zresztą też nie mam...). Musicie zadowolić się zdjęciami;)
poniedziałek, 02 lutego 2009
Tết đến rồi!
Czyli Święta, Święta i po Świętach... Jak pewnie zauważyliście, nie pojawiła się jeszcze notka z wycieczki... i pewnie jeszcze długo się nie pojawi - nie mam ostatnio weny do pisania, więc proszę o cierpliwość. Za to w galerii są już PRAWIE wszysctkie zdjęcia - wkrótce dołączę ostatnie dwa albumy. Żeby nie było tak zupełnie bez zdjęć, dodam dwa "wygooglane": u góry kawałek drzewka migdałowca, na dole drzewko mandarynkowe (dodać lampki i będzie prawie jak choinka;P)
poniedziałek, 05 stycznia 2009
Hilton i Muzeum Etnograficzne, czyli Boże Narodzenie w Hanoi:)
Pierwszy dzień Świąt zaczął się dla nas dość nietypowo, bo od zjedzenia śniadanio-obiadu w towarzystwie Dominiki i Chuna w restauracji hotelu Hilton (to info ze specjalną dedykacją dla Ladki;P)
Potem wyruszyliśmy na podbój Muzeum Etnograficznego - wybierałyśmy się tam z Emi już od trzech miesięcy i jakoś nie mogłyśmy się zabrać, więc w końcu wykorzystałyśmy okazję zabierając ze sobą Dominikę i Chuna. Zabawa zaczyna się dopiero na zewnątrz, w ogrodzie przyległym do Muzeum, w którym ustawione są oryginalne domy tychże mniejszości etnicznych. Do domów można wejść, pooglądać meble, a w niektórych nawet napić się zielonej herbatki;) Dla zainteresowanych więcej szczegółów na stronie Muzeum.
Wejście do Muzeum.
Dzieciom w Muzeum się nudziło;P
Jak nas wyrzucą z akademika, to wprowadzimy się do tej uroczej chatki:)
Więcej zdjęć jak zwykle już wkrótce pojawi się w galerii. Jak tylko uporządkuję zdjęcia z wycieczki (tylko 1500...) postaram się umieścić tu jakąś sensowną notkę podsumowującą nasz wyjazd:) A działo się sporo;) Proszę więc o trochę cierpliwości, ja tymczasem idę odsypiać 12-godzinną podróz autobusem;) P.S. Prawie bym zapomniała - nasz program ruszył! Strona programu co prawda nadal nie działa, ale na stronie głównej telewizji Hanoi można sobie o nim co nieco przeczytać: "Chuyen phiem toi thu ba" (niestety wersja tylko po wietnamsku). Podobno w lutym mają ruszyć kolejne nagrania^^ Barszcz ukraiński, czyli Wigilia nr 2
Dzięki uprzejmości naszego pana konsula (a także dzięki jego zaangażowaniu i cierpliwości) mieliśmy możliwość chociaż na chwilę oderwać się od wietnamskiej rzeczywistości i spędzić ten ważny wieczór w miłym gronie tworząc w ten sposób namiastkę rodzinnej atmosfery:) Było polsko-ukraińskie jedzenie (coś w sam raz dla biednych studentek na obczyźnie;P), było dzielenie się opłatkiem, śpiewanie kolęd, przyszedł nawet Święty Mikołaj! Załapaliśmy się też na świąteczne występy:
To nasz prezent - Św. Mikołaj najwidoczniej stwierdził, że w tym roku byłyśmy grzeczne;)
piątek, 26 grudnia 2008
Wężowa wioska, czyli Wigilia nr 1
W przeddzień Wigilli w grupie znajomych a z inicjatywy rodziców Marysi wybraliśmy się do wężowej wioski, żeby w dość niecodzienny sposób spędzić wieczór przed wigilijny. Było nas 14 osób, więc podano nam 3 węże. Najpierw pan właściciel przyniósł kilka w siatce, żebyśmy mogli sobie wybrać, które z nich wylądują na naszym stole.
Nasza kolacja - jeszcze świeżutka;)
Potem pan właściciel w sposób dość brutalny (a mianowicie uderzając głową węża o ziemię) ogłuszył je, rozciął brzuszek, przeciął żyłę, żeby spuścić krew do wódki i wyciąć serce.
Serce węża - jeszcze biło, teraz jest najlepsze, żeby je wypić razem z wódką. Podobno dobrze działa mężczyznom na potencję, ale nasi panowie jakoś specjalnie się na nie nie rzucali;P W czasie jak dania z węża były w trakcie przygotowania, chłopcy poprosili o trochę wężówki (czyli wódka, w której zanurzone są węże (całkiem nawet smaczna)
A jak już szaleć to szaleć - wódka z wężowymi penisami. No i wreszcie - jedzonko: 1.Wężowa zupka - konsystencja kleiku, smak rosołu.
2.Wąż smażony z warzywami. Mięso jest trochę „żylaste", ale zdecydowanie lepsze niż ślimaki.
3.Placuszki ze smażonymi kośćmi - bardzo dobre:) 4.Moje ulubione - smażona skóra węża (najlepsze z sosem sojowym), mniam! 5.Nemy z węża i coś co wyglądało jak małe klopsiki - nemy takie sobie, klopsiki bardzo fajnie przyprawione (tylko nie chcę wiedzieć, z jakiej części węża zrobione;P) 6.Na sam koniec kleik z węża - konsystencja budyniu, smak znowu rosołu, pływały w tym różne „resztki" z węża, do tego kleisty ryż. Cała przyjemność kosztowała nas ok.220 tys. za osobę. Drogo, ale i tak taniej niż się spodziewałam. Wężyk dobry, ale nie rewelacyjny i zdecydowanie nie wart swojej ceny. Ale przecież grzechem byłoby nie spróbować;) Pogawędki we wtorkowe wieczory
Krótkie podsumowanie telewizyjnej przygody:) Nazwa programu - jak w tytule notki, w wolnym tłumaczeniu oczywiście. Oryginału nie podam, ponieważ jeszcze żaden odcinek nie został wyemitowany. Odcinków będzie 11, pierwszy już w najbliższy wtorek (23.12) o 20:05 na kanale Hanoi1. Podobno będzie można też obejrzeć w internecie, ale strona jeszcze nie ruszyła. Dziesięciu obcokrajowców dyskutuje na różne tematy związane z Wietnamem z piątką sławnych wietnamskich artystów - piosenkarzy, aktorów, itd. Wśród obcokrajowców (oprócz nas Polaków) byli jeszcze Koreańczycy, Chińczycy, Laotańczycy, Khmerowie, Rosjanie, Tajka, Mongołka, Amerykanin i Rumun. Trochę taka nasza „Europa da się lubić" w wydaniu azjatyckim;) Na początku było ciężko, trema bynajmniej nie była motywująca, ale z nagrania na nagranie robiło się coraz ciekawiej, atmosfera w studiu była genialna, aż żal, że już się ta przygoda skończyła;) Chociaż i tak mam nadzieję, że żaden z moich nauczycieli tego nie obejrzy;P Jak tylko dostanę zdjęcia od znajomej Chinki uzupełnię galerię na picasie. A na razie kilka fotek z ostatnich nagrań:
Pilne przeglądanie scenariusza przed nagraniem (i tak nikt się go potem nie trzymał;P). Temat odcinka: „Międzynarodowy Dzień Kobiet"
Z prowadzącym, anh Duy.
Panowie dźwiękowcy.
Jeszcze pamiątkowe zdjęcie prawie całej ekipy;)
środa, 10 grudnia 2008
Autobusowo
Korzystając z dnia wolnego urządziłam sobie małą wycieczkę krajoznawczą po Hanoi;) A tak poważnie, chciałam sprawdzić, gdzie mieści się studio nagraniowe telewizji, żeby jutro rano nie błądzić. Trochę od centrum miasta, a już ma się wrażenie, jakby było się na wsi a nie w mieście. Jutro moje pierwsze nagranie w telewizji - proszę za mnie trzymać kciuki, żebym przypadkiem nie przyniosła nam wstydu;)
niedziela, 07 grudnia 2008
Koszmar telewizyjny
Dawno mnie tu nie było, ale niestety, ostatnio brakuje mi na wszystko czasu;/ Dzień za dniem mija jak szalony, sama nawet nie wiem kiedy. A poza tym w moim życiu jak dotąd nic ciekawego się nie wydarzyło - żadnych wycieczek, żadnego zwiedzania, ot, taki zwykły żywot studenta;) A nawiązując do tytułu dzisiejszej notki - jako obcokrajowcy zostaliśmy zaproszeni do udziału w programie telewizyjnym (coś w stylu naszego „Europa da się lubić"). Sama się sobie dziwię, że się na to zgodziłam, no ale nieczęsto nadarza się taka okazja;) Dzisiaj mieliśmy spotkanie organizacyjne - niestety nas (Polaków) rozdzielono na różne nagrania, ja mam ich pięć, zaczynam w czwartek, więc proszę za mnie trzymać kciuki, żebym nie zrobiła z siebie kompletnej idiotki;) I wszystko byłoby dobrze, ale panie z tv wymyśliły sobie, że ciuchy mamy mieć pożyczone ze sklepu - i zabrały nas do owego sklepu, moim skromnym zdaniem najgorszego w całym Hanoi;/ Brzydszych ubrań jeszcze w życiu nie widziałam (i to za jakie pieniądze!). A chyba najgorsze jest to, że wszystkim Azjatkom się podobały! (oprócz mnie i Emi były jeszcze Mongołki, Chinki, Koreanki, Laotanki i jedna Rosjanka - ta ostatnia podzielała naszą opinię na temat tego sklepu^^). Całe szczęście mnie ominie ta wątpliwa przyjemność, jako że wszystkie ubrania były na mnie za małe (w końcu jakieś korzyści z bycia dużą Europejką^^) - ja mogę być we własnych ciuszkach:) Pewnie panie z tv się do nich przyczepią, bo nie są w pstrokatych kolorach, z milionem kokardek i świecidełek - a tak wg gustu Wietnamek wyglądają eleganckie ubrania. Kiedyś przejdę się po ulicach i zrobię mały fotoreportaż modowy, bo to dobry temat na osobną notkę;) A tymczasem zamieszczam kilka zdjęć z zeszłotygodniowych andrzejek - żeby nie było, że nie podtrzymujemy na obczyźnie polskich tradycji^^
Obowiązkowe lanie wosku - po długich oględzinach stwierdziłyśmy, że wyszedł mi słoń;) ![]()
My i nasza międzynarodowa obstawa - szerzymy wiedzę o polskich zwyczajach i tradycjach;)
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||